Andrzej Maziec to twórca, którego sylwetka była trwale wpisana w krajobraz bydgoskiego świata artystycznego, nadal zresztą jest obecny w pamięci wielu bydgoszczan. Zawsze w ruchu, zawsze z aparatem, ze spotkania na kolejne spotkanie, ale zawsze znajdował czas dla przypadkowo spotkanego znajomego, czy nieznajomego przechodnia. Przedwczesna śmierć artysty zaskoczyła wszystkich, jej przyczynę upatrywać można w pewniej nonszalancji z jaką Andrzej traktował swoje życie, jak również fakt że granice między sztuką i życiem były dla niego zawsze płynne. Niemal każde spotkanie było pretekstem do wykonania fotografii; rewolucję technologiczną przeszedł bezboleśnie aparat cyfrowy ułatwiał mu nie tylko dokumentowanie ale i „puszczanie” wykonanych fotografii w obieg. Ostatni etap swojej twórczej aktywności poświęcił właściwie tylko i wyłącznie dokumentacji otaczającego go świata i ludzi. Wyłom w tej praktyce stanowiła praca na archiwach fotograficznych do których znajdował dostęp; lub może lepiej byłoby powiedzieć archiwach które wychodziły mu naprzeciw. Zawsze z dużą uważnością podchodził do fotografii wernakularnej, a w swoich działaniach uwalniał ją od użytkowych etykiet nadając im inny, często transcendentny wymiar. Tak właśnie było w przypadku negatywów po zlikwidowanym zakładzie fotograficznym przy ulicy Długiej, które Andrzej ocalił przed zniszczeniem. Zbiór ten stanowi kilkaset zdjęć dowodowych, zdjęcia ślubne, zdjęcia komunijne oraz aranżowane w atelier portrety rodzinne, które obecnie znajdują się w zbiorach Muzeum Fotografii. Z trzech plansz 100 x 70 cm, na których Andrzej poprzyklejał wykonane samodzielnie odbitki z przypadkowo wybranych negatywów, stworzył swoiste tablo anonimowych bydgoszczan z lat 40 tych ubiegłego wieku. Same twarze oderwane od tożsamości, ułożone według niejasnego klucza tworzą rodzaj dziwnego portretu minionego czasu, zmuszającego nas do refleksji nad chwilą obecną. W jednej ze scen filmu „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” Robin Williams prowadzi uczniów pod gablotkę w której znajdują się fotografie dawnych absolwentów szkoły, tam prosi ich aby uważnie się im przyjrzeli mówiąc przy tym że postacie ze zdjęci żyły takimi samymi pragnieniami jak oni dziś, kiedy udaje mu się skupić uwagę chłopców na zdjęciach, staje za ich plecami i gardłowym szeptem powtarza Carpe diem. Podobny efekt uzyskał Maziec, jednak projekt ten jak zresztą wiele innych Andrzej zrealizował w formie minimalistycznej. Informacje o tym, że był on w ogóle zrealizowany, zawdzięczamy pozostawionym w Muzeum trzem planszom, nigdzie nie można było znaleźć żadnego innego śladu po projekcie. Pozostały w Muzeum zbiór negatywów jest pretekstem do kontynuacji myśli artysty w większej już skali i z większym rozmachem, co pozwoli przybliżyć zarówno ciekawą ideę, jak i sylwetkę jej twórcy.

Kuratorzy wystawy: Marta Rosenthal, Marek Noniewicz

Miejsce: Muzeum Fotografii w Bydgoszczy ul. Królowej Jadwigi 14

Wtorek – Piątek – 11.00-17.00
Sobota – 10.00-14.00

Wstęp z karnetem festiwalowym (koszt karnetu 10 zł)