Category: wystawy (page 1 of 2)

Wyniki Vintage Grand Prix 2016

Wszystkie nadesłane projekty oceniało międzynarodowe Jury w składzie: Maria Teresa Salvati, Katarzyna Gębarowska, Wojciech Prażmowski i Adam Mazur.

Pierwszą nagrodę w konkursie Vintage Grand Prix 2016 zdobyła Izabela Poniatowska za projekt pt. „Poczet.

poniatowska_izabela_1

Projekt stanowi współczesną interpretację tradycyjnych pocztów świętych, w których reprezentowani są oni z pozwalającymi ich rozpoznać atrybutami, za pomocą po wielokroć powielanych przedstawień. Moi „święci” są bezimienni, ich atrybucja często znajduje się na granicy czytelności – sądzę, że często tak chce widzieć osoby kanonizowane dzisiejszy świat, w którym niewiele zagadnień jest postrzeganych wyłącznie w kategoriach czarno-białych.

 

Laureatką drugiej nagrody jest Marcela Paniak z projektem „Historie rodzinne.

Paniak-Marcela_Historie-rodzinne_01

Zdjęcia z albumów rodzinnych stanowią świadectwo wielu historii – oglądamy zdjęcia rodzinne i rozmawiamy z osobami z rodziny w celu ustalenia własnej tożsamości. Jednak zawsze trzeba mieć na uwadze czynnik pamięci, który z jednej strony jest kształtowany właśnie przez zdjęcia i ludzi, a z drugiej strony oddziałuje na badanie w wieloraki sposób. Skonfrontowanie takiego eksperymentu ze znanymi koncepcjami fotografii stanowi ciekawe doświadczenie. Czy zrekonstruowanie swojej historii na podstawie oglądania zdjęć rodzinnym i rozmów z osobami z rodziny jest w ogóle możliwe?

 

Zdobywczynią trzeciego miejsca jest Malwina Adaszek.

14138141_585571974955501_9099372390552680072_o

Prezentowany zestaw fotografii jest moją osobistą podróżą do czasów dzieciństwa. Chciałam uchwycić utracony klimat najmłodszych lat życia, kiedy moje zainteresowania krążyły wokół odczuwania harmonii z przyrodą, tęsknoty za prostym życiem, pozbawionym trosk. Fotografia polaroidowa (i ogólnie analogowa) jest dla mnie zawsze fascynującą niespodzianką, nigdy nie jestem w stanie przewidzieć efektu końcowego. Prześwietlenia i niedoskonałości podkreślają w moim odczuciu obraz zatartych wspomnień. Polaroidy doskonale odzwierciedlają nostalgię minionych dni.

Ze względu na wysoki poziom nadesłanych prac Jury zadecydowało o przyznaniu trzech wyróżnień:

14183801_585810248265007_5941533120923589563_n

Paweł Biedrzycki

14114763_585810274931671_412174992236128384_o

Mindaugas Gabrenas

14195946_585810214931677_1536832895374914385_o

Agnieszka Piasecka

Zwycięzcom gratulujemy.

Już 7 października zapraszamy na Vintage Photo Festiwal, gdzie będzie można zapoznać się z całymi projektami laureatów konkursu.

Miejsce: Dom Towarowy „Jedynak”, ul. Gdańska 15

poniedziałek – piątek 10:00 – 18:00

sobota 12:00 – 18:00

Major Sium Yimesghen

MAJOR

Nazywam się Major Sium Yimesghen i jestem obywatelem Erytrei. Obecnie mieszkam na Malcie, jestem uchodźcą (czekam właśnie na przesiedlenie do już trzeciego kraju). Celem mojego projektu artystycznego jest pokazanie realiów zycia emigrantów oraz uchodźców; aby powiedzieć innym, że ludzie uciekają ze swych rodzinnych stron, nie mając innego wyboru jak tylko uwolnić się z kajdan dyktatury, tyranii, zbrodni, tortur, niewolnictwa, kryzysów politycznych oraz wojny cywilnej.

Anna Grzelewska

Wystawa fotografii Anny Grzelewskiej pt. „Julia Wannabe“
Finalistka Grand Prix 2015 Fotofestivalu w Łodzi

Miejsce: Galeria JEDYNAK, ul. Gdańska 15

Gdy po raz pierwszy zetknęłam się z projektem Anny Grzelewskiej o dorastaniu jej córki Julia Wannabe, zrobił on na mnie ogromne wrażenie. Podobnie jak kiedyś zdjęcia słynnej Sally Mann, która począwszy od lat 80-tych XX wieku fotografowała swoje dzieci: Jessie, Emmetta i Virginię. Wówczas zdjęcia Mann były ostro krytykowane – jako zbyt wyuzdane, niepokojąco erotyczne, niestosowne, zbyt odważne. W pruderyjnej Ameryce zaburzały obraz sielskiego dzieciństwa wprowadzając do niego niepokój.

Zdjęcia Anny Grzelewskiej w erze postkonsumpcyjnej już może nie szokują, jednak ich oddziaływanie na widza jest równie silne. Ten szczery, pozbawiony lukru wizualny Bildungsroman od razu wywołał we mnie wspomnienie tamtych lat, gdy emocje brały górę nad rozumem, a życie wydawało się niezrozumiałym spiskiem dorosłych. Oto jak artystka opisuje swój project:

Projekt Julia wannabe opowiada o dorastaniu mojej córki Julii. Interesuje mnie moment kiedy dziewczynka staje się kobietą. W tym granicznym punkcie jest coś niepokojącego, dwuznacznego. Dzieciństwo postrzegane jest w naszej kulturze jako kraina szczęścia, niewinności i słodyczy. Nasza pamięć ma tendencje do wymazywania wszelkich skaz na tym obrazie. Fotografując Julię chciałam przyjżeć się procesowi dorastania w sposób bardziej złożony Nie jest to zatem reportażowy zapis wydażeń z życia Julii, pamiętnik czy album rodzinny, ale próba uchwycenia uniwersalnego charakteru tego czasu. Jest to także fotograficzna reinterpretacja psychologicznego procesu przeniesienia – obraz fotograficzny jest tu wypadkową Julii doświadczania i mojej pamięci. Przyjmując taką perspektywę okazuje się, że granica między dorosłością, a dzieciństwem jest płynna, że ich obrazy nawzajem się przenikają.

Tytuł projektu „Julia wannabe“ jest nawiązaniem do zjawiska „Madonna wanna be”. Tak nazywa się dziewczyny, które przebierają się za Madonnę. Nie tylko noszą one takie same ubrania, podobnie się malują, słuchają jej muzyki ale poprzez te zewnętrzne atrybuty próbują dotrzeć do istoty „bycia Madonną”, istoty tego rodzaju kobiecości. Paradoksalnie upodobnienie to pozwala im wyrazić siebie. Cykl powstaje od 2006 roku.

Eva Rubinstein

Ewa Rubinstein (ur. 1933) wybitna fotografika, autorka zdjęć określanych mianem fotografii osobistej, intymnej. Mistrzyni opowieści metaforycznej – proste, niewystudiowane kompozycje nasyca emocjami, nastrojem chwili. Fotografia to jej miłość wieku dojrzałego. Po dzieciństwie spędzonym u boku słynnego ojca, pianisty Artura Rubinsteina, na licznych podróżach po całym świecie, po doświadczeniach na scenie, jako tancerka i aktorka, po małżeństwie,   i rozwodzie w 1968 roku, zajęła się fotografowaniem. Uczyła się u m.in. u Seana Kernana i Diane Arbus, studiowała w New York Institute.

AUTOPORTRET

„Każda fotografia jest rodzajem autoportretu. Uświadomiłam to sobie, kiedy zaczęłam prowadzić warsztaty ze studentami. Nagle zobaczyłam na zdjęciach charaktery fotografów, ich aurę, temperamenty. Potem zaczęłam tę samą zasadę, zależność, dostrzegać na własnych zdjęciach. Nie da się szczelnie schować za swoją sztuką. Twórczość oznacza ujawnienie siebie, rodzaj publicznej demaskacji”.

„Intymność. Skupienie spojrzenia na wnętrzach domów, na pustych pokojach, klatkach schodowych, uchylonych drzwiach, wyniosłam z dzieciństwa, z tęsk-noty za rodzicami, którzy często wyjeżdżali. Wchodziłam wtedy do ich sypialni, wdychałam zapach perfum unoszący się z sukien matki. Krzesło, na którym ojciec zwykle siedział podczas pierwszego śniadania, miało woń jego cygara. Nieobecność jest poruszająca, uruchamia zmysły i wyobraźnię. Fotografując puste wnętrza zawsze miałam poczucie wibracji nieobecnych mieszkańców”.

„Fotografia okazała się dla mnie idealnym medium,idealnym środkiem wyrazu. Mogłam wyrazić swoje myśli, widzenie. Moje wcześniejsze działania, jak balet teatr, nawet gotowanie, były efemeryczne, jednorazowe – ginęły bez śladu. Fotografia była trwała, namacalna, rzeczywiste. 1 cierpliwa. Bywało, że po niektóre odbitki sięgałam dopiero po wielu latach, dziesięciu, nawet dwudziestu, od czasu ich zrobienia. Wtedy ich nie rozumiałam, nie czułam, a nagle konkretne zdjęcie do mnie przemawiało, tak jakby trafiło w odpowiedni czas, w moje emocje i styl innych prac. Fotografie są jak sny na jawie – mocno w nas osadzone, metaforyczne”

„Moje nauczycielki fotografii Lisette Model i Diane Arbus działały w przekonaniu, że „artysta może sobie pozwolić absolutnie na wszystko”. Ich nauka podziałała na mnie zupełnie na odwrót, bo zawsze czułam, że są granice, których przekraczać, nie należy, nie wolno”.

„Przestałam fotografować około 1995 roku. Fotografia cyfrowa była dla mnie tym, czym powojenna muzyka współczesna była dla mojego ojca. Nie mój język. Kochałam długie godziny w ciemni – samotność i skupienie, czas pracy nad jednym negatywem, dochodzenie do momentu, kiedy zdjęcie mówi mi A tu fotografia diametralnie się zmieniła – nawet papiery do robienia odbitek były inne. Nie mogłam znaleźć materiałów, które by mi odpowiadały. Aparat fotograficzny został niemal zastąpiony przez komputer i to mnie odsunęło od fotografii. Przede wszystkim jednak zmiana zaszła we mnie, w moim postrzeganiu świata. Nagle utraciłam dotychczasowy sposób widzenia ludzi i rzeczy, które wcześniej na mnie mocno działały, poruszały mnie, sprawiały, ze chciałam je fotografować. Ta potrzeba zniknęła.”

„Ten nowy sposób wyrażania siebie dał mi ogromna radość, Po raz pierwszy w życiu robiłam coś absolutnie mojego – bez reżysera, choreografa, kostiumu, nawet bez języka! Jak w muzyce – każdy muzyk gra tę samą partyturę po swojemu. Rzeczywistość jest jedna, ale każdy widzi i przeżywa ją na swój indywidualny sposób. Fotograf wybiera te, a nie inne detale emocje, przekonania, sposób widzenia. Jestem przekonana, że zdjęcie mówi więcej o autorze niż o samym sfotografowanym motywie. Czuję, że każda fotografia to ułamek autoportretu fotografa.”

Eugenia Maximova

Eugenia Maximova urodziła się w miejscowości Ruse w Bułgarii. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Wiedeńskim. Artystkę szczególnie interesuje antropologia wizualna. Jej dziennikarskie wykształcenie stanowi inspirację wielu jej projektów i chociaż często różnią się one od tradycyjnego fotoreportażu, to celem jej pracy jest rzucenie światła na życie innych oraz zobrazowanie zagadnień socjopolitycznych. Obecnie Eugenia Maximova pracuje jako freelancer. Jej klientami są między innymi: GEO, National Geo-graphic, Die Zeit, Moscow News, The Guardian i inni. Prace Eugeni są reprezentowane przez The Anzenberger Gallery / Agency.

ASSOCIATED NOSTALGIA

„Kicz oraz ludzka skłonność do wyolbrzymiania od zawsze mnie fascynowały”mówi Eugenia Maximova, która urodziła się za żelazną kurtyną, w bułgarskim mieście Ruse położonym nad Dunajem.

„Wiele moich wspomnień z dzieciństwa związanych jest z kiczem. Był on w prawie każdym domu – kryształy oraz ceramiczne talerze obiadowe, wazy i figurki, trudne do pozyskania przedmioty z zagranicy, plastikowe owoce oraz kwiaty. Wszystko to było wyeksponowane za szkłem i stanowiło powód do dumy.’ Lecz gdy tylko zaczęła pracę nad projektem Kuchennych Opowieści z Bałkanów – jej własnej publikacji bazowanej na serii skromnych wnętrz – zaczęła zastanawiać się jak dołączyć „część z tych niesamowitych, wzorów obrusów z plastiku, tak kochanych w tych okolicach”.

Wtedy odkryła, że obrusy te od lat były produkowane w jej rodzinnym mieście. Był to szczęśliwy traf potrzebny do rozpoczęcia nowego projektu.

 „Kicz jest czasami trudny do strawienia, lecz dla wielu jest także bezpretensjonalny i gustowny,” twierdzi absolwentka dziennikarstwa, który uważa swoją pracę jako coś w rodzaju antidotum na typowe opowieści o regionie. „Kicz nie wymaga specjalnego przygotowania, przemyślenia czy wynagrodzenia. W zasadzie prawie w ogóle nie wymaga myślenia. Kicz jest melodramatyczny, sentymentalny i folkowy, jednak potrafi także zabawiać. Dzisiejsza kultura kiczu kwitnie we wszystkich dziedzinach życia .„

Ale, jak podkreśla , praca pozostaje formą obserwacji społecznej i komentarzem.

„Niedobór towarów w okresie komunizmu stworzył kulturę szpanerstwa, kulturę w której ludzie zachowują się ostentacyjnie. Podczas tego okresu kicz był także szeroko używany jako rodzaj politycznej propagandy. Jedyną racją bytu sztuki było wzmoc-nienie dyktatury i chwalenie jej przywódców.’

Older posts

© 2017

Theme by Anders NorenUp ↑