Ewa Rubinstein (ur. 1933) wybitna fotografika, autorka zdjęć określanych mianem fotografii osobistej, intymnej. Mistrzyni opowieści metaforycznej – proste, niewystudiowane kompozycje nasyca emocjami, nastrojem chwili. Fotografia to jej miłość wieku dojrzałego. Po dzieciństwie spędzonym u boku słynnego ojca, pianisty Artura Rubinsteina, na licznych podróżach po całym świecie, po doświadczeniach na scenie, jako tancerka i aktorka, po małżeństwie,   i rozwodzie w 1968 roku, zajęła się fotografowaniem. Uczyła się u m.in. u Seana Kernana i Diane Arbus, studiowała w New York Institute.

AUTOPORTRET

„Każda fotografia jest rodzajem autoportretu. Uświadomiłam to sobie, kiedy zaczęłam prowadzić warsztaty ze studentami. Nagle zobaczyłam na zdjęciach charaktery fotografów, ich aurę, temperamenty. Potem zaczęłam tę samą zasadę, zależność, dostrzegać na własnych zdjęciach. Nie da się szczelnie schować za swoją sztuką. Twórczość oznacza ujawnienie siebie, rodzaj publicznej demaskacji”.

„Intymność. Skupienie spojrzenia na wnętrzach domów, na pustych pokojach, klatkach schodowych, uchylonych drzwiach, wyniosłam z dzieciństwa, z tęsk-noty za rodzicami, którzy często wyjeżdżali. Wchodziłam wtedy do ich sypialni, wdychałam zapach perfum unoszący się z sukien matki. Krzesło, na którym ojciec zwykle siedział podczas pierwszego śniadania, miało woń jego cygara. Nieobecność jest poruszająca, uruchamia zmysły i wyobraźnię. Fotografując puste wnętrza zawsze miałam poczucie wibracji nieobecnych mieszkańców”.

„Fotografia okazała się dla mnie idealnym medium,idealnym środkiem wyrazu. Mogłam wyrazić swoje myśli, widzenie. Moje wcześniejsze działania, jak balet teatr, nawet gotowanie, były efemeryczne, jednorazowe – ginęły bez śladu. Fotografia była trwała, namacalna, rzeczywiste. 1 cierpliwa. Bywało, że po niektóre odbitki sięgałam dopiero po wielu latach, dziesięciu, nawet dwudziestu, od czasu ich zrobienia. Wtedy ich nie rozumiałam, nie czułam, a nagle konkretne zdjęcie do mnie przemawiało, tak jakby trafiło w odpowiedni czas, w moje emocje i styl innych prac. Fotografie są jak sny na jawie – mocno w nas osadzone, metaforyczne”

„Moje nauczycielki fotografii Lisette Model i Diane Arbus działały w przekonaniu, że „artysta może sobie pozwolić absolutnie na wszystko”. Ich nauka podziałała na mnie zupełnie na odwrót, bo zawsze czułam, że są granice, których przekraczać, nie należy, nie wolno”.

„Przestałam fotografować około 1995 roku. Fotografia cyfrowa była dla mnie tym, czym powojenna muzyka współczesna była dla mojego ojca. Nie mój język. Kochałam długie godziny w ciemni – samotność i skupienie, czas pracy nad jednym negatywem, dochodzenie do momentu, kiedy zdjęcie mówi mi A tu fotografia diametralnie się zmieniła – nawet papiery do robienia odbitek były inne. Nie mogłam znaleźć materiałów, które by mi odpowiadały. Aparat fotograficzny został niemal zastąpiony przez komputer i to mnie odsunęło od fotografii. Przede wszystkim jednak zmiana zaszła we mnie, w moim postrzeganiu świata. Nagle utraciłam dotychczasowy sposób widzenia ludzi i rzeczy, które wcześniej na mnie mocno działały, poruszały mnie, sprawiały, ze chciałam je fotografować. Ta potrzeba zniknęła.”

„Ten nowy sposób wyrażania siebie dał mi ogromna radość, Po raz pierwszy w życiu robiłam coś absolutnie mojego – bez reżysera, choreografa, kostiumu, nawet bez języka! Jak w muzyce – każdy muzyk gra tę samą partyturę po swojemu. Rzeczywistość jest jedna, ale każdy widzi i przeżywa ją na swój indywidualny sposób. Fotograf wybiera te, a nie inne detale emocje, przekonania, sposób widzenia. Jestem przekonana, że zdjęcie mówi więcej o autorze niż o samym sfotografowanym motywie. Czuję, że każda fotografia to ułamek autoportretu fotografa.”